Ciasne uliczki mediny zamykają perspektywę, prowadzą wzrok w głąb kadru i zmuszają do pracy bardzo blisko ludzi. Światło wpada tu gwałtownie, tnie przestrzeń ostrymi kontrastami, a czerwone, gliniane mury odbijają ciepłe tony, nadając scenom niemal malarski charakter.
„To miasto żyje kolorem, od wypłowiałych ścian po intensywne barwy tkanin i przypraw. Ja je nazywam Indiami 1.0."
Marrakesz jest głośny, chaotyczny i intensywny. Wielu mieszkańców nie chce być fotografowanych, aparat szybko przyciąga uwagę. Trzeba poruszać się powoli, obserwować, czekać.


Medina to labirynt bez mapy.
Uliczki zamykają się bez ostrzeżenia.
Światło wpada prostopadle, tnie twarz na pół.
Trzeba poruszać się powoli. Obserwować. Czekać.
Nie ma inscenizacji. Jest tylko ruch.




Stragany skórzane stoją gęsto.
Tkaniny, ceramika, przyprawy, kolory krzyczą.
Każde zdjęcie trzeba tu dosłownie wywalczyć.
Światłem, cierpliwością i szacunkiem.







„Tego miasta nie da się opisać ani obejrzeć z daleka. Trzeba tu przyjechać, wejść w jego rytm i zawalczyć o swoje kadry, cierpliwie, z szacunkiem i otwartymi oczami."





Jest głośno. Intensywnie. Hipnotyzująco.
Miasto sprzeczności, duchowe i handlowe jednocześnie.
Wraca się z pełną kartą pamięci.
I z głową pełną hałasu. I obrazów.
Których nie można zapomnieć.